Zlikwidować. Zakopać. Zapomnieć.

Ostatni tydzień lipca 1897 roku. Nasz rejon dotknęła powódź, która jeszcze długo potem uznawana była za największą klęskę żywiołową w Karkonoszach. Tereny położone w pobliżu Bobru, Kamiennej i Młynówki, znalazły się pod wodą. Straty liczone były w milionach marek…

Zatrzymać wodę!

Po tej katastrofalnej powodzi podjęto decyzję o budowie systemu zabezpieczeń przed powodziami na Dolnym Śląsku. W ciągu kolejnych lat dokonano niezbędnych pomiarów, wykonano projekty, a następnie zbudowano progi, zapory przeciwpowodziowe, mury oporowe potoków górskich, jazy. Jeden ze zbiorników postanowiono umieścić na terenie dzisiejszych Pilchowic na rzece Bóbr. Decyzja o budowie zapory i elektrowni zapadła 3 lipca 1900 r. Równolegle rząd niemiecki podjął decyzję o niezwłocznej budowie kolei, która miała transportować materiał na budowę.

To nie takie łatwe…

Teren zaplanowany pod budowę kolei był niezwykle trudny. Wijąca się rzeka, góry, wąwozy… I ograniczenia technologiczne. Nikt wtedy nie słyszał o koparkach. W tamtych czasach budowano siłą ludzkich rąk. Setki przekopów wykonano łopatami, przez góry i skały przebijano się kilofami, a tysiące ton ziemi i kamieni przewieziono taczkami. To był ogromny wysiłek i ogromna inwestycja. Przygotowano mieszkania dla robotników spoza terenu, zorganizowano całą infrastrukturę związaną z budową przygotowując mieszalnie betonu, tartaki, stolarnie, kamieniołomy. Ręce zacierali przedsiębiorcy prowadzący wydobycie kamienia, ale także właściciel lwóweckiego browaru, leśnicy, organizacje turystyczne i lokalne władze, którzy pokładali wielkie nadzieje w powstającej linii kolejowej.

Po kilku ciężkich latach pracy udało się – 1 lipca 1909 r. do użytku oddano całą linię. Wybudowano wiele mostów (w tym największy wiszący most w Polsce i jedyny o konstrukcji łukowej odwróconej), okazały wiadukt nad szosą w Pilchowicach, wydrążono trzy tunele o łącznej długości 661 m oraz postawiono siedem stacji kolejowych. A wszystko to zrobiono ludzkimi rękami.

1. Budowa muru oporowego. Dziesiątki robotników i ani jednej maszyny. W rękach łopaty i kilofy, a do pokonania lita skała – kliknij tutaj

2. Budowa mostu. Ogromne rusztowanie zbudowane z pni drzew. Pił motorowych wtedy nie używano. Dźwigów też nie – kliknij tutaj

3. Budowa linii kolejowej w Marczowie – kliknij tutaj

Zlikwidować. Zakopać. Zapomnieć.

Jadąc dziś koleją po tej trasie odnosi się raczej przykre wrażenie. O ile przyrodniczych walorów odmówić jej nie można, o tyle budzi się w człowieku złość, że ktoś pozwolił zapomnieć o tak ogromnej pracy włożonej w budowę tej trasy. I aż coś ściska w gardle, gdy się patrzy na dzisiejsze stacje… Kiedyś secesyjnie dekorowane hole z kasami, poczekalnie z restauracją, czasami na poddaszach miejsca noclegowe dla pasażerów – a dziś zamknięte dla pasażerów budynki. Przykro się robi, gdy media donoszą o szybkich pociągach do Warszawy, podczas gdy nasz szynobus musi dziś się zadowolić 20 km/h. Co roku straszą likwidacją, więc i pasażerów coraz mniej.

Aż w końcu stało się.

Linię kolejową wzdłuż Bobru zamknięto

Piszę „zamknięto”, bo tego jednego weekendowego pociągu nie ma co liczyć. Co prawda znalazła się inicjatywa próbująca uratować tą linię, zbierane są podpisy, ale takich akcji już kilka było i nie przyniosły one nic poza przeciąganiem chwili likwidacji. Bo można dla pozoru ustawić kilka połączeń, ale co z tego, skoro większości one nie pasują. Można w trasę wypuszczać szybkie szynobusy, ale co z tego, kiedy stan torowiska pozwala na jazdę maksymalnie 20 km/h.

szynobus

Tu potrzeba czegoś więcej

W 1900 r. niemiecki rząd znalazł finanse, by stworzyć wszystko od zera. Były pieniądze, by wybudować hotele i restauracje dla robotników. Były pieniądze, by robotnikom zapłacić za ich pracę. Były pieniądze, by szyny kolejowe sprowadzić z oddalonej aż o ponad 700 km huty B.V.C. Bochum w zachodnich Niemczech. Dziś w Polsce nie ma pieniędzy, by tą trasę choćby wyremontować.

Niemcy ręcznymi piłami wycieli tysiące drzew pod tory, przekopali trzy góry bez specjalistycznego sprzętu, bez dźwigów położyli przeszło 33 km torowiska, bez wysięgników postawili wiele mostów, własnymi rękami zbudowali liczne mury zaporowe. My nie potrafimy tego utrzymać z zapleczem najnowocześniejszych maszyn i urządzeń.

W czasie budowy linii kolejowej ówczesna władza oraz okoliczni mieszkańcy wierzyli, że połączenie z Jelenią Górą będzie szansą rozwoju gospodarczego oraz turystycznego. Dziś nikt o to nie dba.

Zlikwidować. Zakopać. Zapomnieć.

Dla mających jeszcze nadzieję

Ci, którym leży na sercu los kolei w dolinie Bobru, mogą złożyć podpis w petycji przeciwko likwidacji pociągów. Lista dostępna jest w sklepie w Marczowie. Dla tych Czytelników, którzy chcieliby spróbować zebrać więcej podpisów, udostępniamy formularz petycji tutaj. Podpisy zbierane są do końca stycznia, przekazać je bądź wysłać można na adres:

Andrzej Sibilski

Marczów 2/3

59-610 Wleń

2 Responses to Zlikwidować. Zakopać. Zapomnieć.

  1. Naprawdę godzien polecenia artykuł… miejmy nadzieję że Ci “na górze” będą mięli szansę go przeczytać i zrobi się im łyso…. Dziękuję Redakcji

    • brassia says:

      Dziękuję za miłe słowa 🙂 I też bym sobie, i wszystkim nam, życzyła, by “władza” chociaż spróbowała pochylić się nad tematem tej linii, bo to jest nie tylko środek komunikacji dla okolicznych mieszkańców. To jest nasza historia. To jest część nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.