Tajemnice Hochbergówki

Kilkadziesiąt metrów od polnej drogi wiodącej z Przeździedzy do Wlenia, wśród starych drzew porastających położoną w pobliżu Bobru krawędź wzgórza Góra Folwarczna usytuowany jest tak zwany folwark klasztorny Hochbergówka. To z natury obronne i ukryte miejsce jest dzisiaj trudne do odnalezienia.

Historia folwarku sięga średniowiecza, gdy swój dwór zbudował tam rycerz Kitzold (1312-1349), uznawany za protoplastę możnego rodu von Hochberg. Zapewne nie tylko względy militarne zdecydowały o takim umiejscowieniu siedziby, gdyż tuż obok przepływał Złoty Strumień, a okoliczne pola i lasy również obfitowały w ten drogocenny kruszec. To „Nadbobrzańskie Klondike” zostało wymienione w średniowiecznym francuskim „Opisie Europy Wschodniej” z 1308 roku. Tak więc, było czego pilnować!

Na początku XVI wieku Hochbergowie przenieśli się do Książa, a włość przejęły benedyktynki z Lubomierza, które zleciły budowę kamiennego folwarku. Siostry dbały o swoją własność, do leżącego na uboczu, w pełni samodzielnego i składającego się z kilku zabudowań kompleksu, w którym funkcjonowała piekarnia, wędzarnia itd., doprowadzono na początku XX wieku nawet energię elektryczną. Niestety spłonął on w niejasnych okolicznościach w maju 1945 roku i od tej pory pozostaje w ruinie. W pobliżu zabudowań folwarcznych usytuowano cztery bardzo głębokie studnie, z którymi związane są niezwykłe tajemnice.

Pod koniec lat pięćdziesiątych do Marczowa i Przeździedzy przyjechał po raz pierwszy Gerhard Knabe, podoficer Wermachtu, który na przełomie 1944 i 1945 roku stacjonował w okolicy. Wizyty miłego starszego pana powtarzały się co kilka lat. W czasie kilkudniowego pobytu zawsze z godną podziwu energią wędrował po okolicznych wzgórzach i lasach, a w czasie tych wędrówek szczególnie interesowały go… studnie. Jednemu z mieszkańców Marczowa udało się zdobyć zaufanie Gerharda Knabe, który opowiedział mu interesującą historię.

– Na jednym z okolicznych wzór zna południowy wschód od Marczowa znajdowała się siedziba dowództwa odcinka frontu. Zauważyłem, że oficerowie, którzy udawali się do sztabu, po pewnym czasie wracali z Przeździedzy, usytuowanej po drugiej stronie Bobru. Ogromnie mnie to zdziwiło. Kiedyś przy piwie postanowiłem pociągnąć za język kolegę stacjonującego i pełniącego służbę wartowniczą na terenie Przeździedzy. Niewinne pytanie wywołało popłoch. Znajomy podoficer powiedział jedynie, że oficerowie pojawiają się na stoku na południe od wsi i że… wychodzą wprost ze studni. Tuż przed moim wyjazdem na inny odcinek frontu, w styczniu 1945 roku, inny żołnierz powiedział mi, że w ukrytych podziemiach mieści się nie tylko sztab, ale także magazyny z bronią, animucją i wyposażeniem wojskowym.

Knabe usiłował odnaleźć wejście do podziemi, ale pomimo, iż podobno zlokalizował suchą studnię – planów swych nie zrealizował i po 1988 roku już do Marczowa nie powrócił.

Historia ta w naturalny sposób zwróciła uwagę na „Hochbergówkę” i znajdujące się w jej pobliżu studnie.

Obiekt został gruntownie zbadany przez eksploratorów z mysłakowickiego Towarzystwa Eksploracyjnego poszukiwań Zaginionych Zabytków „TALPA”, którzy stwierdzili, że dwie studnie są całkowicie zasypane gruzem, a jedna praktycznie niedostępna. Zdołali zbadać jedynie ostatnią, zawaloną na głębokości 16 metrów ogromnymi głazami. W trakcie penetracji studni odnaleziono kilkanaście sztuk niemieckiej broni. Poszukiwacze ustalili również, że kilka lat wcześniej z tej samej studni wydobyto dwa rozłożone na części motocykle. Najciekawsze jest jednak to, że eksploratorzy stwierdzili lekki przewiew na dostępnym, tymczasowym dnie studni. Niestety, nie dysponowali ani możliwościami finansowymi, ani technicznymi, aby wyjaśnić o niezwykłe zjawisko.

Dzisiaj ruiny folwarku powoli znikają rozbierane przez okolicznych mieszkańców oraz „poszukiwaczy skarbów” poszukujących wejścia do podziemnego kompleksu. Wydaje się jednak, że największe tajemnice „Hochbergówki” nadal czekają na odkrycie.

Autor tekstu: Robert Primke

Karkonosze, nr 3/2005, s. 34-35

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.