Pierwsze Majowe Śniadanie na Trawie… w Przeździedzy!

Maj. Zrobiło się ciepło, a zza szarych chmur wyszło słońce. Drzewa się zazieleniły, trawniki rozbłysły złocistożółtymi jaskrami. Ptaki zaczęły się prześcigiwać w swoich koncertach, a świeże powietrze aż zachęcało, by wyjść z domu. Tak, to był wspaniały moment, by… zjeść śniadanie na trawie!

Za kulisami

W ubiegłą sobotę w Przeździedzy zrobiło się gwarniej i weselej. Od rana trwały niespokojne przygotowania do nietuzinkowego spotkania. Już sama nazwa zapowiadała coś nieszablonowego – I Majowe Śniadanie na Trawie. Początek dość nerwowy – bo przecież trzeba na każdym „stole” położyć kwiaty, a już wszystkie wazony, słoiki i konewki zostały wykorzystane, bo trzeba „stół degustacyjny” zastawić, bo za mało serwet… Kiedy wszystkie problemy wydawały się być zażegnane wzrok jednej z gospodyń padł na mały, dymiony talerzyk wtopiony pomiędzy ceramiczny słój i bolesławiecką zastawę. W tym momencie całą wieś przeszył przeraźliwy krzyk: „Co tu robi ten arcoroc?!!!”.

No tak… Wszystko musiało do siebie pasować.

Za drewnianą bramą

Na śniadanie wszystkich chętnych zaprosił do siebie radny Przeździedzy, pan Zbigniew Berdzik. Zaskoczył chyba nas wszystkich gościnnością i pełną uroczych zakątków „śniadaniową trawą”. Przepiękny trawnik pod rozłożystym drzewem wręcz zapraszał do rozłożenia kocy, tuż obok zachwycał staw z szóstką małych kaczątek, z tyłu domu dociekliwi mogli znaleźć wygodny hamak, dzieci miały przygotowane małe boisko do wyłącznej dyspozycji, natomiast u samej góry, na wzniesieniu, dumnie prezentował się okazały, drewniany dom. I to chyba na jego widok goście najczęściej wstrzymywali oddech. Ale wystarczyło się otrząsnąć z zachwytu i rozejrzeć wokół, by znaleźć pełno innych pięknych szczegółów. Oto za domem, za kącikiem ze stołem i ławkami, ku górze wiodła kamienna ścieżka wśród młodych sosen i brzóz, z tyłu, za wiejską wygódką, znaleźć można było furtkę z wymownym napisem „DRZWI DO LASU”, natomiast pod domem, w starym, glinianym korycie, wesoło do gości mrugały barwne bratki. Nawet psia buda – tak samo drewniana jak chata właściciela – przykuwała wzrok ogromną tabliczką z wyrytym imieniem „LUPUS” oraz dyplomem dokumentującym ukończenie przez czworonoga kursu „Psie Przedszkole”.

Wchodząc za drewnianą bramę odnosiło się wrażenie, że oto z szarej codzienności trafiliśmy wprost w bajkową scenerię filmową, gdzie słońce nigdy nie zachodzi, a czas nie istnieje. A skoro już się ten pierwszy krok poczyniło nie pozostało nic innego, jak poddać się atmosferze i żyć przez chwilę tym nowym, bajkowym światem.

Miło, cicho, radośnie

Wertując umieszczone w Internecie wpisy, oglądając setki zdjęć na Facebook’u oraz czytając komentarze pod nimi odnosi się wrażenie, że spotkanie zostało niezwykle miło przyjęte. I bardzo to cieszy. Widocznie tego zaczyna nam brakować – tej międzysąsiedzkiej integracji, tego bycia ze sobą, tego beztroskiego oderwania się od rzeczywistości. Co prawda śpiew ptaków i wesoły gwar przeszło 60 osób słychać było tylko na początku, nim na pierwsze tło wysunęła się muzyka puszczana z głośników, ale może tak musiało być? Natomiast brawa należą się paniom z OKSiT-u we Wleniu prowadzącym zabawy i loterię, które udowodniły, że można wszystko sprawnie przeprowadzić bez huczących i świszczących mikrofonów.

Tajemniczy artysta z Berlina

O tak, jeszcze jeden, niezwykle ważny szczegół, którego przecież nie można pominąć. W czasie majowego śniadania odwiedził nas tajemniczy artysta, który umilał nam piknikowanie swoimi piosenkami. Jak stał, tak śpiewał – wiele mu nie trzeba było. Keyboard, mikrofon.. i do dzieła! Piosenki w ucho trafiały, zwłaszcza ta o miłości…

Bez miłości można także żyć,

i mimo to szczęśliwym być.

Bez ludzi dasz radę, bez forsy dasz radę,

lecz bez wódki trudno żyć.

Oj trudno żyć, trudno…

A najciekawsze, że nikt się nie orientował, jak ten pan znalazł się na naszej imprezie: pytani przeze mnie uczestnicy zabawy mieli w oczach to samo zdziwienie, co ja. Dowiedzieć mi się jedynie udało, że przyjechał do nas aż z Berlina.

Ot, taka ciekawostka.

Zainteresowanych innym spojrzeniem na I Majowe Śniadanie na trawie zapraszam na blog Figa z makiem

czestujcie_sie

konewka

widok

piknik

radny_z_mala_uczestniczka_pikniku

zakochana_para

woz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.