Patrzę na Słońce, a tam… Księżyc

Wszyscy byliśmy dziś świadkami dość niezwykłego zjawiska, kiedy na kilka chwil Księżyc zasłonił, w dość sporej części, tarczę słoneczną. A pogodę ku obserwacji mieliśmy wymarzoną – na niebie oprócz dwóch głównych bohaterów nie było nikogo więcej – piękne, niebieskie niebo bez ani jednej chmurki wręcz zapraszało na niezwykły spektakl.

Kurtyna!

Parę minut przed dziesiątą zaczęło się: Księżyc „nadgryzł” maleńki kawałek Słońca. Z biegiem czasu „nadgryziony” kawałek się powiększał, by ok. godziny 10:50 osiągnąć największe rozmiary. Okrągłe Słońce zmieniło się w rogalik i w tej postaci świeciło sobie na nas nic nie robiąc sobie z nowego kształtu, jaki przybrało na parę godzin. A my podziwialiśmy i Słońce, i niezwykły nastrój, jaki zapanował wokół nas w tej chwili. Nie można powiedzieć, by zapadł mrok, ale światło było zupełnie inne… Stłamszone, rozszczepione, z delikatną, czerwoną poświatą. No i, co tu dużo kryć, podczas zaćmienia zrobiło się jednak dużo chłodniej.

Magiczny Księżyc

Planeta Ziemia ma tylko (albo aż) jeden księżyc. Jest on 400 razy mniejszy od Słońca, ale podczas zaćmienia całkowitego idealnie pokrywa się z tarczą słoneczną – jest identyczny jak Słońce: ani milimetr większy, ani milimetr mniejszy. Dlaczego? Bo cudownym zbiegiem okoliczności odległość Księżyca od Ziemi jest 400 razy mniejsza od odległości między Księżycem a Słońcem. Przypadek? Niektórzy udowadniają, że nie. Stawiają wręcz hipotezę, że… właśnie tak został zaprojektowany i zbudowany. Sami eksperci zgadzają się, że Księżyca nie powinno być – jego istnienie nie jest zgodne ze znanymi zasadami astrofizyki. Jak to się więc stało, że jednak istnieje? Zaciekawionych tą tematyką odsyłam do książki Alana Butlera i Christophera Knighta pt. „Kto zbudował Księżyc. Czy Księżyc może być tworem sztucznym?” – ot, taka ciekawostka z okazji zaćmienia Słońca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.