Dziedzictwo bez dziedziców

Po I wojnie światowej zaadaptowano w Europie amerykański zwyczaj stawiania pomników poległym na froncie zwykłym żołnierzom. Stawiano je także na naszych terenach, gdzie ówcześnie mieszkała ludność niemiecka. Na froncie zginęło wielu ludzi, w tym czterech mieszkańców Przeździedzy, a właściwie Dippelsdorf’u. W niektórych domach zapanowała wtedy żałoba: oto na wojnie zginął czyjś mąż, brat albo ojciec; oto zabrakło czyjegoś sąsiada; oto zmarł czyjś przyjaciel. Ówcześni mieszkańcy postanowili więc uczcić poległych stawiając im pomnik. Wierzyli, że ich potomni, przechodząc obok tablicy z wyrytymi nazwiskami, nie zapomną o ofierze poniesionej przez ich ojców.
Nie przewidzieli jednak jednego: przesiedleń. Tego, że po latach pomnik będą oglądać nie ich synowie, a zupełnie obcy ludzie.

pomnik_ofiar_i_wojny_swiatowej

Śmierć w zapomnieniu

Na początku pomniki stawiane ofiarom I wojny światowej niszczone były przypadkowo podczas akcji militarnych, jednak znakomitą ich większość zniszczono w trakcie akcji przesiedleńczych. Dla nowych mieszkańców nie stanowiły one żadnej wartości; przesiedleńcy nie utożsamiali się z ludźmi, ku czci których pomniki zostały wzniesione. Figury te miały dużo szczęścia, gdy po prostu pozwolono im zarosnąć w zapomnieniu trawą i krzewami, by mogły się ukryć przed wzrokiem tych, którzy nie darzyli tego typu budowli zbytnią sympatią. Inne niestety przewracano, kuto tablice z wyrytymi inskrypcjami lub przekształcano wedle własnych upodobań.
W ten właśnie sposób pomniki, bez swoich opiekunów, ginęły zupełnie jak żołnierze, ku pamięci których zostały postawione.

“Dem gefallenen Helden” – padłym bohaterom

Pomnik w Przeździedzy miał sporo szczęścia. Ocalał. Dlaczego go nie zniszczono – tego się pewnie nie dowiemy. Domyślać się jednak można, że wpływ na taki przebieg sytuacji mogło mieć stosunkowo ciepłe przyjęcie deportowanych Polaków przez rodzimych mieszkańców (o czym piszemy tutaj). Jeszcze do niedawna pomnik stał z boku drogi ukryty na krzakami, niewielu wiedziało, że w ogóle istnieje. Dziś prezentuje swoje walory wszystkim, którzy zechcą odczytać nazwiska czterech Niemców, którzy zginęli walcząc o swoją ojczyznę. Przeździedzki pomnik jest dość skromny, wykonany jest w postaci głazu, w którego wryto kamienną tablicę, a w jego szczytowej części żołnierski hełm (Stahlhelm). W górnej części tablicy wyrzeźbione zostały liście dębu symbolizujące męskość i mądrość, tuż pod nimi wyryto dużymi literami napis “1914 Weltkrieg 1918″ (“1914 Wojna Światowa 1918″). Dalej czytamy:

“Den gefallen Helden
Gewidm. von der dankbaren Gemeinde
und dem Milkärverein Dippelsdorf”

(Padłym bohaterom
dedykowane przez wdzięczną społeczność
i stowarzyszenie wojskowe Dippelsdorf)

Pod tą inskrypcją wyryto dwa krzyże żelazne (Eisernes Kreuz), które to były najwyższym niemieckim odznaczeniem wojskowym. Dalej możemy odczytać nazwiska czterech poległych mieszkańców wsi Dippelsdorf wraz z datami ich śmierci:

“Max Gaubitz
14.11.1914

Rud Schubert
25.8.1915

Bruno Beier
19.11.1914

Alfons Reich
18.3.1915″

Ku pamięci

Przyjemnie jest wiedzieć, że mieszkańcy Przeździedzy przed laty ocalili ten pomnik, a w ostatnim czasie dali mu nawet nowe życie odsłaniając go i odnawiając. Obecnie sam pomnik, jak i jego bezpośrednie otoczenie, jest zadbany i może stanowić jedną z tutejszych atrakcji turystycznych. Nie zapominajmy przy tym jednak, że ten pomnik jest także miejscem zadumy i refleksji. Nie tylko nad życiem, i nie tylko nad bohaterską walką na froncie. To jest miejsce refleksji także nad przewrotnością historii, nad ironią losu i nad emocjami, jakie często kierują ludźmi w czasie przełomowych wydarzeń.

Agatowe Kamyki zapraszają!

Któż by nie chciał mieszkać w zacisznym miejscu, nad wodą, z oknem skierowanym wprost w bukowo-sosnowy las? Najlepiej gdzieś na końcu świata, gdzie kończą się wszelkie troski i gdzie czas wolniej płynie. Gdzie dni huczą śpiewem ptaków, a noce rozbłyskają gwiazdami.

Marzenia? Nic bardziej mylnego. Takie miejsce istnieje. W dodatku… czeka na każdego z nas.

znad_kwiatow_glogu

Wypoczynek nad Bobrem

Już od czerwca pani Barbara, właścicielka Agatowych Kamyków, przyjmuje do siebie gości. Cały zeszły rok prowadziła tu remont, by teraz oficjalnie otworzyć drzwi wszystkim spragnionym odpoczynku. Miejsce na agroturystykę idealne. Cisza, woda, las. Dom ulokowany w oddali od innych zabudowań, w cichym i ustronnym zakątku. Idealna baza wypadowa na piesze i rowerowe wycieczki po okolicy, na krótkie wyjazdy po okolicznych zamkach i pałacach, a także na kajaki. Agatowe Kamyki znajdują się bowiem tuż nad Bobrem – rzeką, która według kajakarzy, stanowi jeden z najpiękniejszych szlaków spływowych w Polsce.

Jak działać, to z rozmachem!

Widać, że właścicielka w ten dom wkłada całe swoje serce. Jeszcze niedawno nikt by nie pomyślał, że tu może być tak pięknie. Dom zewsząd otoczony zielenią, z miejscem na ogromne ognisko, pod zadaszeniem ławy i stoły, a z boku huśtawki i zjeżdżalnia dla najmłodszych. A wewnątrz gustowne pokoje z przepięknymi widokami na rzekę, na las… i na sarny, które z rana lubią spacerować pod oknami. A to nie wszystko. W planach jest zakupienie rowerów dla gości, kajaków, pontony już w piwnicy czekają na chętnych, mało tego – wkrótce ma być otwarta sauna i… bania (dla niewtajemniczonych: bania to taka wielka, drewniana balia zaopatrzona w piec do podgrzewania wody, w której najlepiej jest się kąpać na zewnątrz zimą, kiedy na dworze panuje tęgi mróz, a wokół leży zmrożony, biały śnieg).

No tak… jak już coś robić, to na całego!

Informacje

Pani Barbara w Agatowych Kamykach udostępnia gościom pięć pokoi: jeden 3-osobowy i cztery 2-osobowe. Pokoje wyposażone są w TV, łazienka jest wspólna (wyjątkiem jest apartament małżeński i jeden apartament 2-osobowy), a dwa mają dostęp do balkonu/tarasu. Do dyspozycji gości oddana jest duża, wszechstronna kuchnia wraz z wyposażeniem oraz zawsze uśmiechnięta pani Barbara, której serdeczności i gościnności nie sposób się oprzeć.

Tak więc – kto chętny na urlop w Przeździedzy? Serdecznie zapraszamy!

Dane kontaktowe:

Barbara Madej

Przeździedza 31

59-610 Wleń

tel.: 693 159 001

Fanpage na Facebook’u – kliknij tutaj

agatowe_kamyki

bience_w_pokoju

pokoj

lazienka

pomost

laweczka

taras

dzbanek

apartament_malzenski

Witajcie w Kuźni!

W ubiegłą niedzielę, 31 maja, przeździedzka Kuźnia znowu otworzyła drzwi wszystkim miłośnikom domów przysłupowych. Tegoroczne dni otwarte były jednak nieco inne od poprzednich, bowiem Kuźnia już od dłuższego czasu stoi zamknięta i ten dzień był okazją, by przez szeroko otwarte drzwi do zapomnianych wnętrz wpadło więcej słonecznego światła.

Już pora wstać!

Nie jest tajemnicą, że niezwykła Kuźnia szuka nowego właściciela. W chwili obecnej nikt jej nie zamieszkuje, można więc sobie wyobrazić, jak wyglądały pokoje i pracownia kowala po zimie. Tajemnicze pajęczyny, niczym firanki, osnuły maleńkie okna, a na podłodze rozłożył się gruby dywan kurzu. I do tego setki biedronkowych pancerzyków i motylich skrzydeł poukrywanych gdzieś w zakamarkach – w zakamarkach, które miały być bezpiecznym schronieniem na czas zimowych chłodów.

Kuźnia spała ukryta pod warstwą zimowego kurzu, jednak ostatnia niedziela maja zdecydowanie wybudziła ją z tego głębokiego snu.

Witamy!

W tym roku odwiedziło nas w sumie 17 gości. Głównie miejscowi, choć i obcokrajowcy przekroczyli w tym roku nasze progi. I – jak co roku – można było obejrzeć izbę zrębową, kuchnię, pokoje, kuźnię i dwa ogromne piece chlebowe skryte z tyłu domu, tuż przy kowalskim palenisku. A gdy zwiedzanie dobiegało końca chętni mogli poczęstować się plackiem i podyskutować o tym domu… Okazuje się bowiem, że odwiedzają nas ludzie, którzy Kuźnię niegdyś dobrze znali i którzy często znają o niej ciekawostki, których próżno szukać gdzie indziej.

Losy Kuźni

Już od paru lat zastanawiamy się, czy za rok Kuźnia znowu otworzy swoje drzwi gościom. Wszystko zależałoby od ewentualnego, nowego właściciela. W tym roku to chyba był główny temat „przysłupowych” dyskusji. Wieści głoszą, że Kuźnią ktoś się zainteresował, ale jakie on ma wobec niej plany? Tego nie wie nikt… Jedno jest pewne – Kuźnia jest niespotykanym budynkiem, który ma swoją duszę, piękno i czar, dlatego mamy nadzieję, że za rok znowu będzie stała otworem dla zwiedzających.

rozmowy

szczyt

placek

kuznia

pajeczyna

piec_chlebowy

konewka

kolo_od_wozu

31 maja 2015 – zajrzyj do Kuźni!

Jest nam niezwykle miło zaprosić wszystkich miłośników architektury przysłupowej na Dzień Otwarty w przeździedzkiej Kuźni, który odbędzie się 31 maja 2015 r.

Już po raz trzeci Kuźnia w Przeździedzy otwiera swoje drzwi dla gości. W zeszłym roku to niezwykłe święto po stronie polskiej z przyczyn niezależnych od nas zostało niestety odwołane, dlatego tym bardziej cieszymy się, że możemy spotkać się w tym roku. Wzorem lat ubiegłych będzie można zwiedzić budynek mieszkalny oraz pracownię kowala, a na chętnych będzie czekał słodki poczęstunek.

Serdecznie zapraszamy do zwiedzania w godzinach 12:00-16:00!

Więcej informacji można znaleźć na stronie Stowarzyszenie Dom Kołodzieja.

dzien_otwarty

Pierwsze Majowe Śniadanie na Trawie… w Przeździedzy!

Maj. Zrobiło się ciepło, a zza szarych chmur wyszło słońce. Drzewa się zazieleniły, trawniki rozbłysły złocistożółtymi jaskrami. Ptaki zaczęły się prześcigiwać w swoich koncertach, a świeże powietrze aż zachęcało, by wyjść z domu. Tak, to był wspaniały moment, by… zjeść śniadanie na trawie!

Za kulisami

W ubiegłą sobotę w Przeździedzy zrobiło się gwarniej i weselej. Od rana trwały niespokojne przygotowania do nietuzinkowego spotkania. Już sama nazwa zapowiadała coś nieszablonowego – I Majowe Śniadanie na Trawie. Początek dość nerwowy – bo przecież trzeba na każdym „stole” położyć kwiaty, a już wszystkie wazony, słoiki i konewki zostały wykorzystane, bo trzeba „stół degustacyjny” zastawić, bo za mało serwet… Kiedy wszystkie problemy wydawały się być zażegnane wzrok jednej z gospodyń padł na mały, dymiony talerzyk wtopiony pomiędzy ceramiczny słój i bolesławiecką zastawę. W tym momencie całą wieś przeszył przeraźliwy krzyk: „Co tu robi ten arcoroc?!!!”.

No tak… Wszystko musiało do siebie pasować.

Za drewnianą bramą

Na śniadanie wszystkich chętnych zaprosił do siebie radny Przeździedzy, pan Zbigniew Berdzik. Zaskoczył chyba nas wszystkich gościnnością i pełną uroczych zakątków „śniadaniową trawą”. Przepiękny trawnik pod rozłożystym drzewem wręcz zapraszał do rozłożenia kocy, tuż obok zachwycał staw z szóstką małych kaczątek, z tyłu domu dociekliwi mogli znaleźć wygodny hamak, dzieci miały przygotowane małe boisko do wyłącznej dyspozycji, natomiast u samej góry, na wzniesieniu, dumnie prezentował się okazały, drewniany dom. I to chyba na jego widok goście najczęściej wstrzymywali oddech. Ale wystarczyło się otrząsnąć z zachwytu i rozejrzeć wokół, by znaleźć pełno innych pięknych szczegółów. Oto za domem, za kącikiem ze stołem i ławkami, ku górze wiodła kamienna ścieżka wśród młodych sosen i brzóz, z tyłu, za wiejską wygódką, znaleźć można było furtkę z wymownym napisem „DRZWI DO LASU”, natomiast pod domem, w starym, glinianym korycie, wesoło do gości mrugały barwne bratki. Nawet psia buda – tak samo drewniana jak chata właściciela – przykuwała wzrok ogromną tabliczką z wyrytym imieniem „LUPUS” oraz dyplomem dokumentującym ukończenie przez czworonoga kursu „Psie Przedszkole”.

Wchodząc za drewnianą bramę odnosiło się wrażenie, że oto z szarej codzienności trafiliśmy wprost w bajkową scenerię filmową, gdzie słońce nigdy nie zachodzi, a czas nie istnieje. A skoro już się ten pierwszy krok poczyniło nie pozostało nic innego, jak poddać się atmosferze i żyć przez chwilę tym nowym, bajkowym światem.

Miło, cicho, radośnie

Wertując umieszczone w Internecie wpisy, oglądając setki zdjęć na Facebook’u oraz czytając komentarze pod nimi odnosi się wrażenie, że spotkanie zostało niezwykle miło przyjęte. I bardzo to cieszy. Widocznie tego zaczyna nam brakować – tej międzysąsiedzkiej integracji, tego bycia ze sobą, tego beztroskiego oderwania się od rzeczywistości. Co prawda śpiew ptaków i wesoły gwar przeszło 60 osób słychać było tylko na początku, nim na pierwsze tło wysunęła się muzyka puszczana z głośników, ale może tak musiało być? Natomiast brawa należą się paniom z OKSiT-u we Wleniu prowadzącym zabawy i loterię, które udowodniły, że można wszystko sprawnie przeprowadzić bez huczących i świszczących mikrofonów.

Tajemniczy artysta z Berlina

O tak, jeszcze jeden, niezwykle ważny szczegół, którego przecież nie można pominąć. W czasie majowego śniadania odwiedził nas tajemniczy artysta, który umilał nam piknikowanie swoimi piosenkami. Jak stał, tak śpiewał – wiele mu nie trzeba było. Keyboard, mikrofon.. i do dzieła! Piosenki w ucho trafiały, zwłaszcza ta o miłości…

Bez miłości można także żyć,

i mimo to szczęśliwym być.

Bez ludzi dasz radę, bez forsy dasz radę,

lecz bez wódki trudno żyć.

Oj trudno żyć, trudno…

A najciekawsze, że nikt się nie orientował, jak ten pan znalazł się na naszej imprezie: pytani przeze mnie uczestnicy zabawy mieli w oczach to samo zdziwienie, co ja. Dowiedzieć mi się jedynie udało, że przyjechał do nas aż z Berlina.

Ot, taka ciekawostka.

Zainteresowanych innym spojrzeniem na I Majowe Śniadanie na trawie zapraszam na blog Figa z makiem

czestujcie_sie

konewka

widok

piknik

radny_z_mala_uczestniczka_pikniku

zakochana_para

woz