Zdrowych, wesołych i pierniczkowych Świąt!

”Weź miodu przaśnego ile chcesz, włóż do naczynia, wlej do niego gorzałki mocnej sporo i wody, smaż powoli szumując, aż będzie gęsty, wlej do niecki, przydaj imbieru białego, gwoździków, cynamonu, gałek, kubebów, kardamonu, hanyżu nietłuczonego, skórek cytrynowych drobno krajanych, cukru ileć się będzie zdało, wszystko z grubsza jak miód ostygnie, że jeno letni będzie, wsyp mąki żytniej, ile potrzeba, umieszaj, niech tak stoi nakryto, aż dobrze wystygnie, potym wyłóż na stół, gnieć jak najmocniej, przydając mąki ile potrzeba, potym nakładź cykaty krajanej albo skórek cytrynowych w cukrze smażonych, znowu przegnieć  i zaraz formuj pierniki, wielkie według upodobania porobiwszy, możesz znowu po wierzchu tu i ówdzie wtykać cykatę krajaną, do wierzchu pozyngowawszy piwem kłaść do pieca i wyjąwszy je jak się przepieką, znowu je zyngować miodem z piwem smażonym i znowu po wsadzeniu do pieca.”*

Mniam…

To nie jest średniowieczna formuła na przepędzanie złych duchów. To przepis… na pierniki. Najstarszy, jaki się zachował w formie pisanej. Brzmi apetycznie, prawda? Dziś raczej sięgamy po gotowe mieszanki przypraw, ale może warto samemu spróbować stworzyć piernikową przyprawę? A gdyby przypadkiem ktoś się pokusił o zrealizowanie powyższego przepisu to koniecznie proszę o relację dotyczącą efektu końcowego – ciekawe, czy takie pierniki smakują podobnie do tych znanych nam dziś.

Im dłużej, tym lepiej?

Wbrew pozorom piernik wcale nie jest taki “polski”. Znany jest w wielu zakątkach świata. Gdzie jednak zaczęła się piernikowa historia – dziś trudno powiedzieć. Wiadomo za to, jakie początki tych aromatycznych wypieków były w Polsce.
Pierwowzorem pierników w naszym kraju były miodowniki, ciasta na bazie ciasta chlebowego z miodem. Charakterystyczne dla nich było to, że przed upieczeniem musiały dojrzewać w chłodnych, ciemnych piwnicach przez minimum 12 miesięcy. Ale najlepsze były chyba te miodowniki, których ciasto wyrabiano w dniu narodzin córki, a pieczono… w dniu jej zamążpójścia. Bo i taka tradycja była znana w XIII-XIV wieku.

“Pierniczkowe” chwile

Dziś pierniki nie muszą już tak długo dojrzewać. Wystarczy miesiąc, czasem nawet całkowicie pomija się ten etap. Ważny jest mile spędzony czas przy ich wykrawaniu i lukrowaniu. Ważny jest świąteczny, piernikowy zapach, jaki te małe ciasteczka roznoszą po całym domu. Ważne są wspólne rozmowy, uśmiechy, a czasem i chwile zadumy, które tworzymy podczas przygotowywania tych aromatycznych ciastek.

I chyba właśnie tego możemy Wam życzyć, drodzy Czytelnicy – takich “pierniczkowych” chwil w gronie rodziny i przyjaciół. Bo to takie mają być te święta. Wspólne. Pełne radości. Przepełnione rozmowami. Mają być wyjątkowe i ciepłe. Spokojne. Pachnące domem i miłością.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

pierniki

* “Compendium medicum auctum. To iest krótkie zebranie i opisanie chorób, ich różności, przyczyn, znaków, sposobów do leczenia. (…), Jasna Góra, 1725 ”, w: Wojciech Streich, “Opowieść o toruńskim pierniku”, Toruń, 2001, str. 75

Dziedzictwo bez dziedziców

Po I wojnie światowej zaadaptowano w Europie amerykański zwyczaj stawiania pomników poległym na froncie zwykłym żołnierzom. Stawiano je także na naszych terenach, gdzie ówcześnie mieszkała ludność niemiecka. Na froncie zginęło wielu ludzi, w tym czterech mieszkańców Przeździedzy, a właściwie Dippelsdorf’u. W niektórych domach zapanowała wtedy żałoba: oto na wojnie zginął czyjś mąż, brat albo ojciec; oto zabrakło czyjegoś sąsiada; oto zmarł czyjś przyjaciel. Ówcześni mieszkańcy postanowili więc uczcić poległych stawiając im pomnik. Wierzyli, że ich potomni, przechodząc obok tablicy z wyrytymi nazwiskami, nie zapomną o ofierze poniesionej przez ich ojców.
Nie przewidzieli jednak jednego: przesiedleń. Tego, że po latach pomnik będą oglądać nie ich synowie, a zupełnie obcy ludzie.

pomnik_ofiar_i_wojny_swiatowej

Śmierć w zapomnieniu

Na początku pomniki stawiane ofiarom I wojny światowej niszczone były przypadkowo podczas akcji militarnych, jednak znakomitą ich większość zniszczono w trakcie akcji przesiedleńczych. Dla nowych mieszkańców nie stanowiły one żadnej wartości; przesiedleńcy nie utożsamiali się z ludźmi, ku czci których pomniki zostały wzniesione. Figury te miały dużo szczęścia, gdy po prostu pozwolono im zarosnąć w zapomnieniu trawą i krzewami, by mogły się ukryć przed wzrokiem tych, którzy nie darzyli tego typu budowli zbytnią sympatią. Inne niestety przewracano, kuto tablice z wyrytymi inskrypcjami lub przekształcano wedle własnych upodobań.
W ten właśnie sposób pomniki, bez swoich opiekunów, ginęły zupełnie jak żołnierze, ku pamięci których zostały postawione.

“Dem gefallenen Helden” – padłym bohaterom

Pomnik w Przeździedzy miał sporo szczęścia. Ocalał. Dlaczego go nie zniszczono – tego się pewnie nie dowiemy. Domyślać się jednak można, że wpływ na taki przebieg sytuacji mogło mieć stosunkowo ciepłe przyjęcie deportowanych Polaków przez rodzimych mieszkańców (o czym piszemy tutaj). Jeszcze do niedawna pomnik stał z boku drogi ukryty na krzakami, niewielu wiedziało, że w ogóle istnieje. Dziś prezentuje swoje walory wszystkim, którzy zechcą odczytać nazwiska czterech Niemców, którzy zginęli walcząc o swoją ojczyznę. Przeździedzki pomnik jest dość skromny, wykonany jest w postaci głazu, w którego wryto kamienną tablicę, a w jego szczytowej części żołnierski hełm (Stahlhelm). W górnej części tablicy wyrzeźbione zostały liście dębu symbolizujące męskość i mądrość, tuż pod nimi wyryto dużymi literami napis “1914 Weltkrieg 1918” (“1914 Wojna Światowa 1918”). Dalej czytamy:

“Den gefallen Helden
Gewidm. von der dankbaren Gemeinde
und dem Milkärverein Dippelsdorf”

(Padłym bohaterom
dedykowane przez wdzięczną społeczność
i stowarzyszenie wojskowe Dippelsdorf)

Pod tą inskrypcją wyryto dwa krzyże żelazne (Eisernes Kreuz), które to były najwyższym niemieckim odznaczeniem wojskowym. Dalej możemy odczytać nazwiska czterech poległych mieszkańców wsi Dippelsdorf wraz z datami ich śmierci:

“Max Gaubitz
14.11.1914

Rud Schubert
25.8.1915

Bruno Beier
19.11.1914

Alfons Reich
18.3.1915″

Ku pamięci

Przyjemnie jest wiedzieć, że mieszkańcy Przeździedzy przed laty ocalili ten pomnik, a w ostatnim czasie dali mu nawet nowe życie odsłaniając go i odnawiając. Obecnie sam pomnik, jak i jego bezpośrednie otoczenie, jest zadbany i może stanowić jedną z tutejszych atrakcji turystycznych. Nie zapominajmy przy tym jednak, że ten pomnik jest także miejscem zadumy i refleksji. Nie tylko nad życiem, i nie tylko nad bohaterską walką na froncie. To jest miejsce refleksji także nad przewrotnością historii, nad ironią losu i nad emocjami, jakie często kierują ludźmi w czasie przełomowych wydarzeń.

Agatowe Kamyki zapraszają!

Któż by nie chciał mieszkać w zacisznym miejscu, nad wodą, z oknem skierowanym wprost w bukowo-sosnowy las? Najlepiej gdzieś na końcu świata, gdzie kończą się wszelkie troski i gdzie czas wolniej płynie. Gdzie dni huczą śpiewem ptaków, a noce rozbłyskają gwiazdami.

Marzenia? Nic bardziej mylnego. Takie miejsce istnieje. W dodatku… czeka na każdego z nas.

znad_kwiatow_glogu

Wypoczynek nad Bobrem

Już od czerwca pani Barbara, właścicielka Agatowych Kamyków, przyjmuje do siebie gości. Cały zeszły rok prowadziła tu remont, by teraz oficjalnie otworzyć drzwi wszystkim spragnionym odpoczynku. Miejsce na agroturystykę idealne. Cisza, woda, las. Dom ulokowany w oddali od innych zabudowań, w cichym i ustronnym zakątku. Idealna baza wypadowa na piesze i rowerowe wycieczki po okolicy, na krótkie wyjazdy po okolicznych zamkach i pałacach, a także na kajaki. Agatowe Kamyki znajdują się bowiem tuż nad Bobrem – rzeką, która według kajakarzy, stanowi jeden z najpiękniejszych szlaków spływowych w Polsce.

Jak działać, to z rozmachem!

Widać, że właścicielka w ten dom wkłada całe swoje serce. Jeszcze niedawno nikt by nie pomyślał, że tu może być tak pięknie. Dom zewsząd otoczony zielenią, z miejscem na ogromne ognisko, pod zadaszeniem ławy i stoły, a z boku huśtawki i zjeżdżalnia dla najmłodszych. A wewnątrz gustowne pokoje z przepięknymi widokami na rzekę, na las… i na sarny, które z rana lubią spacerować pod oknami. A to nie wszystko. W planach jest zakupienie rowerów dla gości, kajaków, pontony już w piwnicy czekają na chętnych, mało tego – wkrótce ma być otwarta sauna i… bania (dla niewtajemniczonych: bania to taka wielka, drewniana balia zaopatrzona w piec do podgrzewania wody, w której najlepiej jest się kąpać na zewnątrz zimą, kiedy na dworze panuje tęgi mróz, a wokół leży zmrożony, biały śnieg).

No tak… jak już coś robić, to na całego!

Informacje

Pani Barbara w Agatowych Kamykach udostępnia gościom pięć pokoi: jeden 3-osobowy i cztery 2-osobowe. Pokoje wyposażone są w TV, łazienka jest wspólna (wyjątkiem jest apartament małżeński i jeden apartament 2-osobowy), a dwa mają dostęp do balkonu/tarasu. Do dyspozycji gości oddana jest duża, wszechstronna kuchnia wraz z wyposażeniem oraz zawsze uśmiechnięta pani Barbara, której serdeczności i gościnności nie sposób się oprzeć.

Tak więc – kto chętny na urlop w Przeździedzy? Serdecznie zapraszamy!

Dane kontaktowe:

Barbara Madej

Przeździedza 31

59-610 Wleń

tel.: 693 159 001

Fanpage na Facebook’u – kliknij tutaj

agatowe_kamyki

bience_w_pokoju

pokoj

lazienka

pomost

laweczka

taras

dzbanek

apartament_malzenski

Witajcie w Kuźni!

W ubiegłą niedzielę, 31 maja, przeździedzka Kuźnia znowu otworzyła drzwi wszystkim miłośnikom domów przysłupowych. Tegoroczne dni otwarte były jednak nieco inne od poprzednich, bowiem Kuźnia już od dłuższego czasu stoi zamknięta i ten dzień był okazją, by przez szeroko otwarte drzwi do zapomnianych wnętrz wpadło więcej słonecznego światła.

Już pora wstać!

Nie jest tajemnicą, że niezwykła Kuźnia szuka nowego właściciela. W chwili obecnej nikt jej nie zamieszkuje, można więc sobie wyobrazić, jak wyglądały pokoje i pracownia kowala po zimie. Tajemnicze pajęczyny, niczym firanki, osnuły maleńkie okna, a na podłodze rozłożył się gruby dywan kurzu. I do tego setki biedronkowych pancerzyków i motylich skrzydeł poukrywanych gdzieś w zakamarkach – w zakamarkach, które miały być bezpiecznym schronieniem na czas zimowych chłodów.

Kuźnia spała ukryta pod warstwą zimowego kurzu, jednak ostatnia niedziela maja zdecydowanie wybudziła ją z tego głębokiego snu.

Witamy!

W tym roku odwiedziło nas w sumie 17 gości. Głównie miejscowi, choć i obcokrajowcy przekroczyli w tym roku nasze progi. I – jak co roku – można było obejrzeć izbę zrębową, kuchnię, pokoje, kuźnię i dwa ogromne piece chlebowe skryte z tyłu domu, tuż przy kowalskim palenisku. A gdy zwiedzanie dobiegało końca chętni mogli poczęstować się plackiem i podyskutować o tym domu… Okazuje się bowiem, że odwiedzają nas ludzie, którzy Kuźnię niegdyś dobrze znali i którzy często znają o niej ciekawostki, których próżno szukać gdzie indziej.

Losy Kuźni

Już od paru lat zastanawiamy się, czy za rok Kuźnia znowu otworzy swoje drzwi gościom. Wszystko zależałoby od ewentualnego, nowego właściciela. W tym roku to chyba był główny temat „przysłupowych” dyskusji. Wieści głoszą, że Kuźnią ktoś się zainteresował, ale jakie on ma wobec niej plany? Tego nie wie nikt… Jedno jest pewne – Kuźnia jest niespotykanym budynkiem, który ma swoją duszę, piękno i czar, dlatego mamy nadzieję, że za rok znowu będzie stała otworem dla zwiedzających.

rozmowy

szczyt

placek

kuznia

pajeczyna

piec_chlebowy

konewka

kolo_od_wozu

31 maja 2015 – zajrzyj do Kuźni!

Jest nam niezwykle miło zaprosić wszystkich miłośników architektury przysłupowej na Dzień Otwarty w przeździedzkiej Kuźni, który odbędzie się 31 maja 2015 r.

Już po raz trzeci Kuźnia w Przeździedzy otwiera swoje drzwi dla gości. W zeszłym roku to niezwykłe święto po stronie polskiej z przyczyn niezależnych od nas zostało niestety odwołane, dlatego tym bardziej cieszymy się, że możemy spotkać się w tym roku. Wzorem lat ubiegłych będzie można zwiedzić budynek mieszkalny oraz pracownię kowala, a na chętnych będzie czekał słodki poczęstunek.

Serdecznie zapraszamy do zwiedzania w godzinach 12:00-16:00!

Więcej informacji można znaleźć na stronie Stowarzyszenie Dom Kołodzieja.

dzien_otwarty