Najeźdźcy wśród roślin

I stało się – wygląda na to, że nadeszła wiosna. Widocznie zima potraktowała nas niezwykle łagodnie – i słusznie, w końcu należy nam się za zeszły rok, kiedy jeszcze w kwietniu ze zniecierpliwieniem spoglądaliśmy na leżący na dworze śnieg.

Już nie zimowo, ale jeszcze nie do końca wiosennie

Pierwsze oznaki wiosny co prawda widać już od jakiegoś czasu, jednak prawdziwa burza wiosennych przebudzeń dopiero przed nami. W lasach zamiast białych dywanów zawilców widać dopiero pojedyncze, białe kwiatki, a łąki dopiero zaczynają stroić się w żółte kobierce złoci. I choć niektóre pąki drzew zaczynają się powoli zielenić to jeszcze trochę musimy poczekać, aż żywo zielone liście ozdobią puste gałęzie. A żeby to oczekiwanie nam się nie dłużyło warto rozejrzeć się wokół siebie i spróbować odgadnąć, jakież to rośliny kryją się za tym, co zostało po nich na łąkach czy miedzach do tej pory.

Ekspansywna i inwazyjna

Spacerując wzdłuż rzeki można znaleźć wiele ciekawych zasuszonych części roślin. Ostatnio wśród „pospolitych chaszczy” pojawiła się jednak dość nietypowa roślina, po której pozostała sucha kulka niewiele mniejsza od kurzego jaja naszpikowana ostrymi kolcami. Jest to owoc kolczurki klapowanej, która wcale nie jest taka niewinna jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Roślina ta została określona w Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 9 września 2011 r. (Dz.U. 2011 nr 210 poz. 1260) jako gatunek obcy, który w przypadku uwolnienia do środowiska przyrodniczego może zagrozić gatunkom rodzimym lub siedliskom przyrodniczym. Przyglądając się bliżej biologii kolczurki faktycznie można się zastanowić, jak brzeg rzeki będzie wyglądał za parę lat, bowiem może się okazać, że już niedługo kolczurka zagłuszy wszystkie inne gatunki roślin. Nie trzeba w tym miejscu chyba podkreślać, jak bardzo to zjawisko byłoby niepożądane, gdyż nie tylko krajobraz straciłby na swoim uroku, ale zagrożone byłyby pozostałe gatunki roślin, które mają swoje siedliska nad brzegiem rzeki.

Pozostali „najeźdźcy”

Innym obcym gatunkiem, którego zasuszone owocostany spotkać można o tej porze roku nad Bobrem, jest rudbekia naga. Jest ona również uznawana za gatunek inwazyjny, jednak do jej widoku zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Podobnie jest z nawłocią kanadyjską, która już od jakiegoś czasy ubarwia przydroża swoimi żółtymi kwiatami. Niestety obie rośliny są bardzo ekspansywne, doskonale aklimatyzują się w nowych siedliskach i z powodzeniem wypierają gatunki rodzime. Prowadzi to do ubożenia siedlisk oraz do zmniejszenia różnorodności biologicznej, co jest zjawiskiem wysoko niepożądanym z ekologicznego punktu widzenia.

Nieciekawa przyszłość?

Ciężko jest jednak podjąć walkę z tymi roślinami, wymagałaby bowiem konsekwentnych i długoterminowych działań (np. regularne wykaszanie), czego nie stosuje się na tego typu terenach zapewne z powodu kosztów, jakie by to za sobą niosło. A szkoda, bo za parę lat może się okazać, że nad brzegiem rzeki rosną już tylko trzy gatunki roślin: kolczurka, rudbekia i nawłoć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.