Hu hu ha, nasza zima zła

Tego roku chyba już nikt nie spodziewał się tak srogiego powrotu zimy. Mrozy, jakie gwałtownie nawiedziły nasze okolice – choć typowe dla tej pory roku – były niespodzianką biorąc pod uwagę łagodny i ciepły styczeń. I choć spoglądając na słupki naszych termometrów ciężko w to uwierzyć, to tegoroczne temperatury wcale nie są rekordowe.

Łagodny luty?

Analizując zapiski kronikarzy sprzed kilku setek lat można pokusić się o stwierdzenie, że tegoroczna zima nie jest wcale taka sroga. Wszak Bóbr nie został skuty lodem, a leśne zwierzęta – choć pewnie z trudem – ale wciąż dają sobie radę. Dla potwierdzenia tych słów wystarczy przytoczyć wybrane zapiski kronikarskie z powiatu lwóweckiego:

28 października 1364 r. – Z tym dniem nastąpiła zima. W grudniu, styczniu i lutym były tak silne mrozy, że ptaki zamarzały w locie i spadały na ziemię.

15 lutego 1400 r. – Tego dnia wystąpił największy mróz tej zimy, wygłodniałe wilki atakowały pojedynczych pieszych, wiele sztuk bydła padło ich ofiarą.

1441 r. – Zima tego roku była bardzo sroga, spadł potężny śnieg, który zalegał na 14 tygodni; na 6 tygodni nie można było się dostać z Bolesławca do Lwówka Śląskiego. Zima następnego roku również była ostra, zamarznięte młyny powodowały głód i drożyznę.

1569 r. – Wiosna tego roku była bardzo sucha i mroźna tak, że na Zielone Świątki jeszcze bydła na wypas nie wyprowadzono, ponadto w okolicach Wlenia nie odnotowano kwitnienia drzew.

1572 r. – Mrozy i śniegi były tak wielkie, że wilki z głodu atakowały ludzi, a wino mszalne w kielichu, podczas podniesienia, zamarzało (!).

1583 r. – W Zapusty tegoż roku wystąpiły silne mrozy, przez co w okolicach wielu ludzi pozamarzało… Na Zapusty 1583 r. był spory śnieg i tak ostry mróz, że wielu ludzi zamarzło na drodze.

1585 r. – Lato tego roku było tak zimne, że ani zboże, ani warzywa czy owoce nie dojrzewały, a kosiarze na Pogórzu do żniw musieli zakładać kożuszki (!).

2 listopada 1624 r. – Rozpoczęła się tegoroczna zima. Była ona ostra i bardzo mroźna, okoliczne wioski zasypane były śniegiem tak, że niektórych domów nie było widać.

1 stycznia 1649 r. – Wystąpił tu bardzo wielki mróz, a 25 stycznia temperatura spadła tak dalece, że w okolicach znajdowano wielu zamarzniętych ludzi.

19/20 kwietnia 1903 r. – W wyniku burzy śnieżnej na drogach było ponad 1 m śniegu; po wioskach w górach było tyle śniegu, że z domów widoczne były jedynie kominy. W 3 dni później w nasze okolice przyszła potężna wichura – największe zniszczenia odnotowano w budynkach, lasach i ogrodach; w całej prowincji śląskiej zginęło 687 osób.

28 października 1909 r. – Do tego dnia napadało tyle śniegu, że pociągi do Świeradowa Zdroju i Pobiednej nie mogły wydostać się ze stacji w Mirsku.

1923/1924 r. – Tak śnieżnej zimy nie pamiętali od lat ówcześni mieszkańcy tych okolic; do akcji odśnieżania zatrudniano bezrobotnych, a wysokość zasp sięgała miejscami koron przydrożnych drzew; wszystko to ustąpiło dopiero z początkiem kwietnia. [1]

Rzeka Bóbr zimą

Byle do wiosny

Czy wierzyć takim kronikarskim zapiskom czy nie – ciężko powiedzieć. Jedno natomiast można stwierdzić z całą pewnością – dzisiejsze ptaki nie spadają nam zamarznięte na głowy, o zamarzającym winie mszalnym nic do tej pory nie wiadomo, a Bóbr pomimo sporych mrozów do dziś nie jest skuty lodem. A więc póki co cieszmy się tą „lekką” zimą, w końcu do marca – czyli do wiosny – pozostał już niewiele ponad miesiąc.


[1] Powiatowy Kurier Lwówecki, 16 maja 2011 r, str 7, Oprac. Eugeniusz Braniewski

One Response to Hu hu ha, nasza zima zła

  1. jepetto says:

    Z dzieciństwa pamiętam, że Bóbr zamarzał, a znowu tak stary nie jestem:).
    Ślizgaliśmy się tam.
    Przyczyn tego, że teraz nie zamarza, doszukiwałbym się raczej w całej akcji “wałowania” po powodzi w 97-mym. Bardziej wartki nurt, czy coś w tym rodzaju…
    Kronikarzom po części chyba można nawet zawierzyć, bo górskie chaty zasypane po kominy, to nie taka znowu abstrakcja. Były raczej niskie. A że ludzie zamarzali? Nie było goretexów, primaloftów i centralnego ogrzewania:)
    Zima jest zimą i niech tak zostanie. Przynajmniej nie trzeba daleko jechać, by na nartach powalczyć z naturą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.